26. Lattelecom Riga Marathon, Łotwa – część I

26. Lattelecom Riga Marathon, Łotwa – część I

Większość osób, która rozpoczyna swoją biegową przygodę, marzy o przebiegnięciu maratonu. Nie inaczej było z nami. Po trzech latach startowania w zawodach na „piątkę”, „dychę” i „połówkę” postanowiliśmy zmierzyć się z królewskim dystansem.

Jesień 2015 roku spędziliśmy na przeszukiwaniu kalendarza biegowego na następny rok. Tylko gdzie by tu pobiec? Katowice, czy Kraków? Jednak Warszawa? A może Wrocław? Po ogromnej burzy mózgów, doszliśmy do wniosku, że jak już przebiec swój pierwszy maraton, to przebiec go z pi… przytupem. 😉  A więc zagranica!

Przy wyborze miejsca, w którym mieliśmy spełnić jedno ze swoich największych marzeń, trzeba wziąć pod uwagę dosłownie wszystko:

– termin imprezy,

– kwotę wpisowego,

– rodzaj transportu i jego cenę,

– nocleg,

– bezpieczeństwo.

Rok 2015 był okresem, w którym praktycznie co miesiąc słyszeliśmy o kolejnych zamachach terrorystycznych na naszym kontynencie. W związku z tym, zdecydowaliśmy, że wyjazd do państw zachodnich na razie sobie odpuścimy. Dla nas, jeszcze wtedy osób niepracujących w pełnym wymiarze czasowym (po prostu studenci 😉 ), również ważnym argumentem były pieniądze. Im mniejsza kwota wydana na całe przedsięwzięcie, tym lepiej. Nasze pole wyboru zostało więc mocno ograniczone. Już mieliśmy rezygnować z wyjazdu, kiedy szczęśliwym trafem znaleźliśmy miejsce, w którym zarówno termin imprezy, cena wpisowego i transportu oraz, co najważniejsze – bezpieczeństwo, idealnie ze sobą współgrały. Łotwa, czyli 26. Lattelecom Riga Marathon. Największa impreza biegowa organizowana w tej części Europy. Ponad 30 000 biegaczy z 65 krajów z całego świata, startujących w biegach od „mini maratonu” (4,2 km), przez półmaraton do pełnego maratonu. Jedyny bieg w północnej Europie, który został odznaczony przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) brązową odznaką. Zapisaliśmy się w mgnieniu oka. Pozostało teraz się tylko porządnie przygotować…

Wszystko pięknie się układało do końca marca 2016 roku. W tym właśnie czasie Asia zmagała się z kontuzją pięty i okolic ścięgna Achillesa. Niestety, wiele zabiegów fizjoterapeutycznych, wykonywanych we własnym zakresie, oraz wizyta u ortopedy w niczym nie pomogły. Ból coraz bardziej przybierał na sile i jedynym wyjściem był odpoczynek od biegania. Szczerze możemy przyznać, że był to najcięższy moment w całej naszej biegowej karierze. Nieco ponad miesiąc do startu w najważniejszej dla nas imprezie, a już było wiadomo, że Asia nie da rady się do niej przygotować. Cały wyjazd opłacony. Wpisowe, nocleg, transport. Zrezygnować? Pobiec na jesień? A może ja pobiegnę, a Asia pojedzie w roli kibica? No, ale nie tak się umawialiśmy. Jak już planujemy coś razem, to razem to trzeba zrobić. A jeśli… ja pobiegnę w maratonie, Asia w „połówce”, a jesienią odwrócimy role…? Był to pomysł, który oboje zaakceptowaliśmy. Szybki mail do organizatorów o możliwość przerejestrowania Asi na półmaraton i już! Temat Rygi wciąż aktualny!

Termin wyjazdu zbliżał się wielkimi krokami. Asia na skutek kontuzji i zmiany dystansu musiała pilnie zmienić swój plan biegowy, natomiast ja wchodziłem w decydującą fazę przygotowań.

Biegałem już od trzech lat. Nie chciałem TYLKO przebiec maratonu. Chciałem go pokonać w satysfakcjonującym mnie CZASIE. Po cichu marzyłem o złamaniu 3 godzin i 40 minut… Rzeczywistość bardzo szybko sprowadziła mnie na ziemię. Dokładnie trzy tygodnie przed startem, kiedy byłem w trakcie ostatniego, najdłuższego wybiegania, mniej więcej po 11 km spokojnego biegu, posłuszeństwa odmówiła mi prawa stopa. Z każdym kolejnym krokiem ból przybierał na sile. Do dzisiaj nie wiadomo co dokładnie mi się przytrafiło. Może przetrenowanie? Za duża ambicja? Zbyt wysoko postawiona poprzeczka i organizm powiedział w końcu „stop!”? Kubeł zimnej wody, który spadł wtedy na moją głowę, był mi absolutnie wskazany. Do maratonu podchodziłem jak do każdego innego biegu. Nie zdawałem sobie sprawy, że to już nie są przelewki. 42,195 km. Wtedy do mnie dotarło jak długi jest to dystans i z jaką pokorą trzeba do niego podejść. Zrozumiałem, że jeśli jesteś amatorem, biegasz dla przyjemności, to swój pierwszy maraton po prostu przebiegnij. Cały i zdrowy, bez względu na wynik. Dopiero w kolejnych zastanawiaj się nad ewentualnym poprawianiem „życiówki”.

Czekał mnie co najmniej tydzień odpoczynku.

Nie można było się już wycofać. Przebiegnę, albo nie. Trudno, co ma być to będzie. Nie po to przez te wszystkie miesiące sumiennie się przygotowywałem, by na końcu całego etapu się poddać. Ostatnie dwa tygodnie biegałem spokojnie, niedługie dystanse, byle tylko nie nadwyrężyć stopy.

Wyjazd do Rygi mieliśmy zaplanowany na czwartek, 12 maja 2016 roku, w godzinach wieczornych z Warszawy. Wybraliśmy autokar, ze względu na cenę i… nasz jeszcze młody wiek. 😉 Bo w końcu co to dla nas, taka 13-godzina podróż…

Klamka zapadła. Wyruszyliśmy do stolicy Łotwy!

Mateusz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *