Kibicem być, czyli oddajemy całą pozytywną energię od Was

Kibicem być, czyli oddajemy całą pozytywną energię od Was

W niedzielę byliśmy kibicami. Tak naprawdę po raz pierwszy wybraliśmy się tak daleko, nie po to, żeby biegać, ale tylko po to, żeby pokibicować innym biegaczom.

Pojechaliśmy do Krakowa na 4 PZU Cracovia Półmaraton Królewski. To tam trójka z naszych znajomych kończyła Koronę Półmaratonów Polski.

O tym jak trudno być kibicem nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Najpierw trzeba ustalić gdzie i kiedy dokładnie stanąć na trasie, potem trzeba się przepchać do barierek odgradzających biegnących od kibiców, następnie trzeba wyliczyć o której Twoi znajomi zameldują się na mecie. Tyle logistyki i stresu – już lepiej na spokojnie sobie biegać 🙂

Na trasie krakowskiego półmaratonu ustawiliśmy się w okolicach 12,5 kilometra z wiele mówiącym transparentem: „Po bieganiu będzie luźniej, teraz biegnij, piwo później” 🙂 . O ile elita biegu nie bardzo reagowała na nasze słowa wsparcia, o tyle biegacze ze środka i końca stawki wydawali się zachwyceni 🙂 .
Uśmiechy, oklaski skierowane w naszą stronę, pytania o natychmiastową dostępność złocistego trunku, słowa podziękowania – to wszystko motywowało nas do jeszcze większego wsparcia biegających. Tak naprawdę byliśmy pozytywnie zaskoczeni reakcją biegaczy, ich radością i entuzjazmem. Niby przez prawie 60 biegów, w których braliśmy udział doświadczyliśmy wsparcia kibiców, ale znalezienie się po drugiej strony barykady to zupełnie inna sprawa 🙂 . Bardzo fajna sprawa!

Niedziela w ogóle była wyjątkowa. Moja przyjaciółka zadebiutowała w półmaratonie. Ja z kolei duchem byłam w Poznaniu, gdzie razem z koleżanką Agą „biegłam” w od 35 kilometra w 18 PKO Poznań Maraton. Po tym, co Aga napisała po biegu widać, że chyba pomogłam:
„I tu (na 35km) dogonił mnie Marcin z Januszem, niosący balony z 4.15. I nie dosyć, że byłam na podbiegu, to jeszcze zaczęły mi się w głowie schody pojawiać. Widziałam jak chłopaki wymijają mnie i balony giną w tłumie. Łzy mi się cisnęły do oczu, bo razem z balonami oddalało się spełnienie urodzinowego marzenia.
I tu na pomoc przyszła Joanna Serwaczak. Przypomniało mi się, że obiecała mi ścigać się ze mną od 35 km ( a fizycznie była przecież w Krakowie, i to jako kibic! Na szczęście mam dobrze rozwiniętą wyobraźnię przestrzenną). Więc wzięłam się w garść. Skąd siła na 37km? Nie mam pojęcia. Ale mając Aśkę w głowie, przyspieszyłam. Dogoniłam 4.15.”

Oj dodał nam ten weekend energii dodał 🙂 . Dobrze czasem być po drugiej stronie barykady 🙂 .

Asia

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *