Litwa

Litwa

Dziś w naszym cotygodniowym wpisie zabieramy Was na Litwę.

Dla mnie już zawsze bieganie w tym kraju będzie się kojarzyć z magiczną dla biegaczy liczbą 42,195 kilometrów. To dystans maratoński. Marzenie każdego biegacza. Marzenie, które dla mnie spełniło się 11 września 2016 roku w Wilnie.

Przekroczenie linii mety maratonu to coś niesamowitego. Emocje z tym związane są po prostu nie do opisania. Łzy szczęścia, walka z ogromnym bólem i radość, że to już koniec – to wszystko czekało na mnie na końcu biegu.

Było jednak coś jeszcze. Duma. Chyba jeszcze nigdy nie byłam z siebie tak dumna jak wtedy siedząc pod Bazyliką archikatedralną i walcząc ze skurczami mięśni. W głowie tylko dźwięczała mi myśl, że te wszystkie miesiące treningów nie poszły na marne. Prawie cztery lata biegania, potu, czasem łez i krwi doprowadziły mnie do tego miejsca. Miejsca, w którym spełniło się moje największe biegowe marzenie.

Bieganie na Litwie zapamiętam również z innego powodu. Tym powodem są ludzie spotkani na trasie biegu. To właśnie w Wilnie poczuliśmy, że nieważne jest z jakiego jesteś kraju, nieważne jakim językiem mówisz – biegacz z biegaczem dogada się zawsze, niezależnie od tego jaki kraj reprezentuje :).

Ja przekonałam się o tym już na czwartym kilometrze kiedy zaczepili mnie dwaj Panowie z Litwy – Jurek i Andrzej. Przez 10 kilometrów rozmawialiśmy łamaną polszczyzną o bieganiu, o naszej historii, o tradycji panującej w naszych krajach, a także o tym czy Adam Mickiewicz jest bardziej nasz czy ich :).

W między czasie minęła nas również rozkrzyczana grupa Włochów. Nagle przez megafon usłyszałam skierowane po polsku w moją stronę: „Dokumenty. Dokumenty poproszę!”. Okazało się, że to Silvio z Mediolanu, który chwalił się swoją znajomością języka polskiego, którego nauczyła go jego żona – Polka J. Silvio zdradził mi również, że na maratonie w Wilnie jest w ramach… wieczoru kawalerskiego jego kolegi :).

Kawałek dalej zrównaliśmy się z Panią z Jekaterynburga w Rosji. Poza uśmiechaniem się do siebie nie zostało nam nic – ani ja nie mówię po rosyjsku, ani ta Pani nie mówiła po polsku :). Dobrze, że Jurek i Andrzej tłumaczyli rozmowę :).

W drugiej części maratonu poratował mnie swoją wodą Pan z Bostonu. Tak naprawdę to jemu zawdzięczam fakt, że nie poddałam się na 28 kilometrze tylko nadal kontynuowałam bieg. Jego słowa mam w głowie do dziś: „To jest Twój dzień. To jest Twój bieg. Jesteś tu bo jesteś twarda. Nie poddawaj się”. To był Pana piąty maraton – może kiedyś jeszcze się spotkamy! 🙂

A na koniec zostawiam sobie naszych niesamowitych rodaków :). Bartek i Kuba, którzy towarzyszyli mi od 35 kilometra do samej mety. Zabawiali rozmową, obiecali, że pożyczą mi prostownicę żebym ładnie na mecie wyglądała :). Uwierzcie mi, na trasie maratonu takie rozmowy, które odciągają myśli o bólu są bezcenne!

Nie tylko dla mnie Wilno okazało się bardzo towarzyskie J. Mateusz całą trasę półmaratonu pokonał z Sauliusem – chłopakiem z Litwy dla którego był to debiut na trasie 21,097 kilometrów. W Wilnie poznaliśmy również Miłkę, z którą mamy nadzieję zobaczyć się na jakimś biegu w Polsce!

Dla nas zawsze Litwa będzie się kojarzyć ze świetnymi ludźmi, których tam poznaliśmy! 🙂

Asia

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *