Medal – powód, dla którego zacząłem biegać

Medal – powód, dla którego zacząłem biegać

Wielu z Was zastanawia się zapewne w jaki sposób zmotywować samego siebie do wyjścia na dwór i rozpoczęcia biegowej przygody. Posłuchajcie jak to było u mnie.

Bieganie od zawsze wydawało mi się nudne. Uwielbiam sporty drużynowe. Grałem w koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną. Od małego marzyłem, by kopać futbolówkę na poważnie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić w jaki sposób można wychodzić na dwór i biec przed siebie. I jeszcze czerpać z tego przyjemność! Brak rywalizacji i adrenaliny były dla mnie argumentami, po których postanowiłem, że biegać nigdy nie będę. No tak…

Na wiosnę 2013 roku, wraz z bratem i dwójką kolegów rzuciliśmy pomysł, by pojechać w okresie wakacji na Hel. Na rowerach. Trochę ryzykowne, ale dlaczego by nie spróbować? Odkurzyliśmy nasze jednoślady i zaczęliśmy intensywnie trenować. Czułem jednak, że sama jazda na rowerze to za mało. Poza tym, bałem się, że za bardzo przeforsuje mojego „górala”. Nie należał do najnowszych, więc musiałem coś wymyśleć, aby go za bardzo nie eksploatować i przy okazji jak najlepiej przygotować swoje nogi do tak dużego wysiłku. Możecie wierzyć lub nie, ale robiłem wszystko by uniknąć biegania. Basen, przeróżne ćwiczenia w domu, siłownia. Za nic w świecie nie chciałem się zmusić do założenia butów biegowych. Czasu do wyjazdu było co raz mniej, i niestety, musiałem to w końcu zrobić.

Pobiegałem z kilka razy, zawsze dawałem z siebie 100 procent. Wszystko po to, aby dojechać nad morze. Udało się! Cztery osoby, sześć dni, przejechanych ponad 600 km i morze zdobyte. Super, ale pewnie się zastanawiacie co dalej z bieganiem? Ano nic… Jak już wcześniej wspomniałem, tak nudnego sportu jeszcze nie uprawiałem, więc szybko o nim zapomniałem. Moment zwrotny nastąpił na jesień tego samego roku.

Asia biegała już od ośmiu miesięcy. Bardzo chciała spróbować swoich sił w zawodach biegowych. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że takie zawody, dla amatorów biegania, są organizowane. Żołądek lekko podskoczył mi do gardła. Rywalizacja? Wśród biegaczy amatorów? Wciąż się wahałem. Nie będę biegać!

Stało się jednak coś, co zmieniło moje nastawienie. Gdy zobaczyłem jaki medal dostaje każdy zawodnik, który przekroczy linię mety biegu organizowanego przez Fundację Biegamy z Sercem, zapomniałem o wszystkich argumentach jakie przytaczałem przeciwko bieganiu. 5 km nie wyglądało źle, da radę się przygotować. Trochę basenu, kilka rundek po osiedlu na rowerze i będę przygotowany! Musiałem zdobyć ten medal.

Nigdy nie zapomnę dnia, w którym wziąłem udział w swoich pierwszych zawodach biegowych. Uśmiechy na twarzach wszystkich uczestników, brak jakiegokolwiek stresu, tylko i wyłącznie pozytywne nastawienie, fantastyczna publiczność na trasie. Szybko zapomniałem o swoim celu na ten dzień. Medal nie był już najważniejszy. Poczułem, że bieganie może sprawiać radość. Dajesz z siebie wszystko, pomagasz, a na sam koniec dostajesz nagrodę w postaci cudownego „krążka”. Od tego momentu bieganie stało się moją pasją. Dzisiaj, nie wyobrażam sobie, żebym miał to porzucić. Zbyt wiele miałbym do stracenia. Po tych kilku latach śmiało mogę stwierdzić, że bieganie to najlepsze co mogło mnie spotkać. To najbardziej emocjonujący sport, jaki kiedykolwiek uprawiałem! 🙂

Kto jeszcze z Was się waha, polecam pojechać na zawody w formie kibica i zapoznać się z atmosferą panującą podczas biegu. Gwarantuję Wam, że na kolejnych będziecie już stać (a właściwie biec) z drugiej strony. 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *