Mój biegowy debiut

Mój biegowy debiut

Drzemiąca głęboko we mnie rywalizacja w końcu dała o sobie znać. Dość długo musiałam poczekać na ten moment, bo dopiero po ośmiu miesiącach biegania  w głowie po raz pierwszy pojawiła się myśl: „a może by tak sprawdzić się w zawodach biegowych?”. Zanim jednak wypowiedziałam te słowa na głos przed kimkolwiek minęło kolejne kilkanaście dni. Do dziś zastanawiam się dlaczego chęć debiutu w zawodach biegowych wywoływała we mnie takie emocje – czułam się jakbym miała robić coś innego, niedostępnego dla innych – trochę jak odkrycie nowej planety czy start w Igrzyskach Olimpijskich. 🙂 Pewnie wynikało to z tego, że w tamtym czasie (ponad 3 lata temu) bieganie w Polsce nie było jeszcze tak popularne jak dziś. Moda na bieganie dotarła do nas dopiero w kolejnych latach. Ponadto nie znałam wtedy ani jednej regularnie biegającej osoby, nie słyszałam też o zawodach biegowych, których kiedyś nie było tak wiele jak teraz.

Podjęłam jednak wyzwanie. Poszperałam w Internecie i oto jest! Znalazłam! Zawody biegowe idealne dla mnie. Organizowany przez Fundację Biegamy z Sercem bieg na dystansie 5 km. Termin odległy (5 październik) co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że dam radę się do niego przygotować (tak, to były te czasy, w których do biegu na 5 kilometrów musiałam się specjalnie PRZYGOTOWYWYAĆ :)). Podekscytowana na samą myśl o takim wyzwaniu wzięłam laptopa do drugiego pokoju, aby się pochwalić Mateuszowi.

– Patrz co znalazłam… bieg na 5 kilometrów w październiku, w Gliwicach, więc blisko. Chciałabym się sprawdzić. Jest jeszcze czas, zdążę się przygotować, opłata startowa niewielka w dodatku to bieg charytatywny dla dzieci z Domu Dziecka. Fajny pomysł, szczytny cel. Biegnę.

– Pokaż… ooo fajny. I taki medal jest?!

– No tak… piszą, że każdy kto ukończy bieg go dostanie.

– Serio?! To ja też biegnę! Zapisujemy się!

– Ale Ty, Mateusz nie biegasz….

– No i co z tego?  To tylko 5 kilometrów, spokojnie to przebiegnę.

–  …

No tak. Ja biegam 8 miesięcy. Dwa tygodnie biję się z myślami czy zapisać się na jakiś bieg, czy dam radę go przebiec, czy się nie wygłupię. A mój niebiegający chłopak, mówi, że „TO TYLKO 5 KILOMETRÓW, więc spokojnie da radę”. I robi to… przede wszystkim dla medalu… Świat staje na głowie.

Od tego momentu na każdym treningu towarzyszyła mi myśl, że już niedługo debiutuję w zawodach biegowych. Skupiałam się przede wszystkim na jednym – żeby dać radę przebiec te 5 kilometrów bez zatrzymywania w czasie krótszym niż 30 minut. To był mój cel. Im bliżej było dnia zawodów tym bardziej się stresowałam. Nie wiedziałam czego się spodziewać, nie wiedziałam jak to wszystko wygląda. Doszło do  tego, że przez trzy noce poprzedzające zawody nie potrafiłam spać. Stres mnie zjadał, zastanawiałam się czy dam radę, czy podołam wyznaczonemu zadaniu. W tym czasie mój niebiegający jeszcze wtedy chłopak… był na może trzech lub czterech treningach. 🙂

Nadszedł dzień biegu pod nazwą „Biegamy z Sercem w Europie Centralnej dla dzieci z Domu Dziecka”. Oczywiście na miejsce zawodów przyjechaliśmy duuużo przed czasem. Dzięki temu staliśmy się mistrzami okolicy – dokładnie przestudiowaliśmy mapę i dysponowaliśmy niezbędną wiedzą na temat trasy, rozmieszczenia toi-toi’ów oraz miejsc, gdzie można przeprowadzić obowiązkową rozgrzewkę. Tak wczesne przybycie dało nam również możliwość poznania biegowej atmosfery towarzyszącej tej imprezie. Powiem Wam, że właśnie to zapamiętałam najlepiej. Atmosferę, która panowała tego dnia nad centrum handlowym Europa Centralna. Uśmiechy obcych mi ludzi oraz pozytywna energia od nich płynąca spowodowały, że ani przez chwilę nie pomyślałam o stresie. Na starcie biegu (wraz z zaproszonymi polskimi lekkoatletami – Anną Jagaciak-Michalską, Łukaszem Michalskim >oboje na zdjęciu u góry 🙂 <, Dominikiem Bochenkiem oraz Kacprem Adamem) stanęłam z uśmiechem na twarzy i łezką w oku na widok niepełnosprawnych dzieci startujących razem z nami. Ostatecznie dwie pętle o długości 2,5 kilometrów (przebiegające miejscami przez środek centrum handlowego!) przebiegłam w czasie 00:25:41! Dla mnie był to jakiś kosmos. 🙂 Czułam się jakbym wygrała złoto Igrzysk Olimpijskich. A właściwie srebro… bo właśnie w tym kolorze był przepiękny medal, który otrzymaliśmy na mecie. Tu właśnie powinnam wspomnieć, że mój niebiegający jeszcze wtedy chłopak osiągnął niesamowity wynik 00:24:18 (!!!).

kaj-biegniesz_moj-debiut-2

Tak wyglądał mój biegowy debiut. To właśnie 5 października 2013 roku na poważnie zaczęła się nasza przygoda z bieganiem. Od tego dnia postanowiliśmy trenować do kolejnych zawodów biegowych, zwiedzać kolejne piękne miejsca oraz oczywiście… zdobywać następne medale. 🙂 Dla nas był to początek, jednak najważniejszy z tego wszystkiego był fakt, że tego dnia zupełnie nie liczyły się wyniki, nie liczyła się aktualna dyspozycja ani miejsce na mecie. Istotna była pomoc drugiemu człowiekowi i radość widoczna na jego twarzy. Myślę sobie, że to właśnie dzięki temu i tej wspaniałej atmosferze tak od razu i na poważnie zakochaliśmy się w bieganiu. Wkrótce dowiecie się również czym zaowocowała ta miłość. 🙂

Asia

kaj-biegniesz_moj-debiut-1

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *