Napoli Mostra d’Oltremare Half Marathon

Napoli Mostra d’Oltremare Half Marathon

Czasem zwykły przypadek sprawia, że przeżywamy coś niesamowitego…

Tak było w naszym przypadku. Wracając samochodem z maratonu w Wilnie rozmawialiśmy o kolejnych podróżach. Padł pomysł, żeby nasz 10-ty półmaraton przebiec za granicą. Wspólnie uznaliśmy, że to ciekawa opcja i bliżej wiosny poszukamy jakiegoś fajnego biegu. Minął ponad miesiąc i zupełnym przypadkiem natrafiłam na stronie internetowej www.maratonypolskie.pl na reklamę półmaratonu w Neapolu… Pierwsza moja myśl: „idealny termin – luty, urodziny Mateusza, to może być fajny prezent”. Potem do głowy wpadło hasło: „sprawdź loty”. Niespodzianka – bezpośrednie połączenie z Katowic do Neapolu w śmiesznej cenie – około 80 zł. Piszę więc do Mateusza:

– Nie chciałbyś spędzić swoich 25-tych urodzin w Neapolu?

Jego odpowiedź pewnie znacie. 🙂 Zbyt długo się nie zastanawialiśmy, tym bardziej, że nasza koleżanka zaproponowała, że poleci z nami do jej Cioci mieszkającej niedaleko Neapolu, u której mieliśmy przyjemność spędzić trzy noce, za co jeszcze raz bardzo dziękujemy! 🙂

Wylot dograny, nocleg dograny, wystarczyło zapisać się na bieg! Tutaj jednak napotkaliśmy pierwszy problem. Okazało się, że startując w biegach we Włoszech – niezależnie czy są to zawody amatorskie, dla zawodowców, na 5 km, czy maraton –  należy mieć aktualne zaświadczenie lekarskie przyznawane na podstawie wyników spirometrii, próby wysiłkowej oraz EKG. Dodatkowo, każdy zawodnik starający się o udział w biegu musi należeć do Włoskiego Stowarzyszenia Lekkoatletyki lub wykupić specjalną Kartę pozwalającą mu na start w zawodach (cena: 15 euro). Kartę można zakupić na miejscu i jest ona aktywna na cały rok od dnia zakupu. Jednak bez zaświadczenia lekarskiego nie ma nawet możliwości zarejestrowania się na bieg. Kilka dni trwało nim udało nam się załatwić potrzebne zaświadczenie  (ostatecznie wystawił je lekarz pierwszego kontaktu).

Nadszedł luty i wyczekiwany wylot do Włoch…

Po niecałych dwóch godzinach lotu, Neapol przywitał nas słońcem i 15-stoma stopniami ciepła! Od razu zrzuciliśmy z siebie kurtki i ku naszemu zdumieniu stwierdziliśmy, że Włochom chyba jest zimno… Większość z nich ubrana była w ciepłe kurtki i szaliki. Jak widać pojęcie zimy nie dla wszystkich jest jednakowe. 🙂

Co jeszcze od razu rzuciło nam się w oczy w trakcie naszej 20-minutowej podróży z lotniska do miejsca zamieszkania? Przede wszystkim pomarańcze i cytryny rosnące na drzewach, wszechobecne śmieci oraz… specyficzny ruch na drodze. 🙂 Włosi nie zwracają uwagi na światła. Po prostu, kiedy zbliżają się do skrzyżowania używają klaksonu. Na autostradzie zawracają i wyprzedzają poboczem. Z kolei przejście przez pasy w centrum miasta graniczy z cudem.

W końcu, w piątek wieczorem, przedarliśmy się przez tę miejską dżunglę i dotarliśmy do biura zawodów oraz hali Expo, zlokalizowanej w sąsiedztwie stadionu San Paolo, na którym na co dzień swoje mecze rozgrywa klub piłkarski SSC Napoli. Dość szybko i sprawnie odebraliśmy pakiety startowe. Plus dla organizatorów za dobrą komunikację w biurze zawodów i jego sprawne działanie. Pakiet startowy też niczego sobie – ładna koszulka startowa firmy Adidas, a także… makaron i sos pomidorowy, chyba przeznaczony na stworzenie własnego pasta party. 🙂 Co jak co, ale byliśmy we Włoszech! 🙂

Po sobotnim zwiedzaniu Pompei i wybrzeża Sorrento, w końcu nadeszła niedziela. Na miejsce startu dotarliśmy dość późno, bo niecałe 30 minut przed wystrzałem startera. Lekko podenerwowani, truchtem zmierzaliśmy w kierunku depozytu, pamiętając, że zostało niewiele ponad 20 minut do rozpoczęcia biegu. W tamtym momencie nie byliśmy jeszcze przebrani, torba nie była jeszcze w depozycie i tak naprawdę dopiero spożywaliśmy ostatni lekki posiłek. Wpadliśmy więc do hali Expo i… doznaliśmy szoku. Kolejka do depozytu na 15 minut przed biegiem ciągnęła się na odległość 20 metrów… Włosi mają na wszystko czas – pamiętajcie o tym planując biegi we Włoszech! Ostatecznie do swoich stref startowych dotarliśmy na kilka minut przed planowanym startem, który oczywiście się opóźnił. 🙂

Jeśli chodzi o sam bieg, to odczucia zawsze są podobne – niezależnie od tego, gdzie biegniecie, w jakim kraju, na jakim dystansie. Zawsze jest kolorowo, zawsze jest ogólne podekscytowanie, we Włoszech może tylko jest ciutkę głośniej. 🙂 Włosi, przed i w trakcie startu, żywiołowo rozmawiają, gestykulują, gwiżdżą i dopingują się wzajemnie. Jednak o tym, jak głośno potrafi być na biegu przekonaliśmy się około 3-ego kilometra. Wtedy bowiem wbiegliśmy do tunelu mierzącego około 700 metrów… Szczerze? Miałam ciarki na całym ciele, a moje uszy wołały o pomoc. 🙂 Włoscy biegacze urządzili sobie istne karaoke. W repertuarze były nie tylko okrzyki zagrzewające do biegu, ale także włoskie piosenki oraz pieśni kibicowskie (te skierowane w kierunku Napoli były podchwytywane przez innych biegaczy, te na cześć Juventusu Turyn po prostu były wygwizdywane :D). Pierwszy raz w trakcie biegu przeżyłam coś takiego i przez cały ten tunel uśmiech nie schodził mi z twarzy. 🙂

Po wrażeniach słuchowych przyszedł czas na te wzrokowe. Kolejne trzy kilometry biegliśmy bulwarami, wzdłuż Morza Śródziemnego. Pomimo panującego zachmurzenia nie mogliśmy sobie wymarzyć piękniejszej trasy – rozbijające się o skały fale, zamek Dell’Ovo i tysiące biegaczy… Widok wprost cudowny!

Dalsza część trasy przebiegała przez samo centrum Neapolu, więc w trakcie biegu mogliśmy podziwiać kolejne znane zabytki miasta, m.in. Piazza del Plebiscito, Castel Nuovo czy Katedrę Duomo. Niestety, minusem takiej trasy była wszechobecna kostka brukowa. Mniej więcej 8 kilometrów trasy poprowadzonej było tą nielubianą przez biegaczy nawierzchnią. Organizatorzy biegu zadbali również o to, aby trasa nie była zbyt płaska. W trzech miejscach napotkaliśmy na duże podbiegi (jeden z nich miał ponad kilometr!).

Co jeszcze zapadło nam w pamięć?  Rozrzutność Włochów – czyli półlitrowa butelka wody dla każdego biegacza na punktach odżywczych oraz… ostatnie 300 metrów przed metą. Po raz kolejny organizatorzy biegu zadbali o niezapomniane wrażenia wzrokowe i słuchowe, prowadząc trasę wśród kilkunastu fontann z wodą poruszającą się w rytm granej z głośników muzyki poważnej! To coś zupełnie nowego, co dodało mnóstwo energii na końcowe metry biegu. 🙂

Dalej czekała na nas już tylko meta, upragniony medal i radość z przebiegniętego 10-ego półmaratonu. Oczywiście czekało też na nas coś jeszcze… Pizza. Pizza. Pizza. Ta włoska, prawdziwa, niepodrabiana, w każdym dostępnym rozmiarze. Wprost rewelacyjna!

Asia

 

One Comment

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *